Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

Gospodarz wszedł na pierwsze piętro i usiadł na krześle stojącym w sieni.
Nie minął kwadrans, a nadeszli policjanci. Przedsięwzięto środki ostrożności. Koło domu i naprzeciwko spacerowali po trotuarze tajni agenci, nie spuszczając wzroku z okien i drzwi gospody. Obstawiono sień i podwórze, a dorożka czekała za rogiem, aby zawieść aresztowanego do komisariatu.
Trzej policjanci weszli na górę.
- Czy nie wyszedł? - najstarszy rangą zapytał szeptem gospodarza.
- Gdzie tam! Wcale się nie pokazał.
- Gdzie mieszka?
- Pod „jedynką”, tam.
Urzędnik podszedł do wskazanych drzwi. Starszy kelner zbliżył się do niego party ciekawością, ale gospodarz ostrzegł:
- Nie waż się pan wchodzić tam pierwszy!
- Tak gorąco chyba nie będzie.
- Co pan wie o maszynie piekielnej, w dodatku podobnej do puzonu!
Urzędnik powtórnie zwrócił się do gospodarza:
- Mówił pan, że ten człowiek rozmawiał z pokojówką. Sądzę, że najlepiej będzie, jeśli ona wejdzie pierwsza.
- A jeśli ją zastrzeli?
- Prędzej by to nas spotkało. Dziewczyna nie wzbudzi jego


Strony: