Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

opuścił hotelu.
- Jeśli zajdzie potrzeba, czy mogę użyć siły?
- Tylko w ostateczności.
- Uczynię, co do mnie należy. - Rzekłszy to, hotelarz opuścił komisariat.
Tymczasem Sępi Dziób, nie spodziewając się niczego jadł z apetytem śniadanie.
- Czy mam czekać na porucznika? - zastanawiał się głośno. - Oho! Sępi Dziób jest człowiekiem, który może sam mówić z von Bismarckiem. Szkoda, że nie wypada z takim człowiekiem żartować, jak z innymi. A swoją drogą ciekaw jestem, jakie oczy zrobi, kiedy tak głupio ubrany drągal zażąda z nim rozmowy.
Zaniósł swoje rzeczy do sypialni, zamknął ją, a klucz schował do kieszeni.
- Ci ludzie nie powinni się dowiedzieć podczas mojej nieobecności, co jest w worku - mruknął. - Kelner i tak już widział za dużo. Jeśli mają zapasowy klucz, to i ja mam swoją śrubę.
Wyciągnął z kieszeni amerykańską patentową śrubę i wkręcił ją w otwór zamka. Teraz spokojny, że nikt nie otworzy pomieszczenia, zszedł na parter.
Traf chciał, że nie spotkał nikogo, ponieważ cały personel zebrał się w kuchni i plotkował na jego temat. Byli


Strony: