Grobowiec Rodrigandów
Autor: Karol May
Musiałam mu opisać drogę do rezydencji kanclerza. Chce się z nim widzieć.
- O, nieba!
- Powiedziałam, że niełatwo dostać się do von Bismarcka, ale on na to, że poradzi sobie bez ceregieli.
- Nie ulega wątpliwości, że zamierza dokonać zamachu! Chce go zabić! Nie ma co dłużej zwlekać! Idę zawiadomić policję.
Hotelarz biegł całą drogę. Kiedy dotarł do komisariatu, z trudem oddychał i przez pewien czas nie mógł wykrztusić słowa.
- Uspokój się, mój drogi - odezwał się łagodnie urzędnik. - Zapewne przychodzi pan w nagłej sprawie. Ale niech pan poczeka i nic nie mówi, zanim nie złapie tchu.
- Ja... ja... przynoszę zamach. Policjant zdębiał.
- Zamach?!
- Tak, przynoszę tutaj. To znaczy przynoszę doniesienie o zamachu.
- To w samej rzeczy ważna sprawa. Czy się pan dobrze zastanowił? Chodzi wprawdzie o przestępstwo i poważne niebezpieczeństwo, które zapewne komuś grozi. Ale jednocześnie bierze pan na siebie wielką odpowiedzialność, informując mnie o tym.
- Biorę na siebie wszystko: przestępstwo, niebezpieczeństwo i odpowiedzialność! - hotelarz był tak
- O, nieba!
- Powiedziałam, że niełatwo dostać się do von Bismarcka, ale on na to, że poradzi sobie bez ceregieli.
- Nie ulega wątpliwości, że zamierza dokonać zamachu! Chce go zabić! Nie ma co dłużej zwlekać! Idę zawiadomić policję.
Hotelarz biegł całą drogę. Kiedy dotarł do komisariatu, z trudem oddychał i przez pewien czas nie mógł wykrztusić słowa.
- Uspokój się, mój drogi - odezwał się łagodnie urzędnik. - Zapewne przychodzi pan w nagłej sprawie. Ale niech pan poczeka i nic nie mówi, zanim nie złapie tchu.
- Ja... ja... przynoszę zamach. Policjant zdębiał.
- Zamach?!
- Tak, przynoszę tutaj. To znaczy przynoszę doniesienie o zamachu.
- To w samej rzeczy ważna sprawa. Czy się pan dobrze zastanowił? Chodzi wprawdzie o przestępstwo i poważne niebezpieczeństwo, które zapewne komuś grozi. Ale jednocześnie bierze pan na siebie wielką odpowiedzialność, informując mnie o tym.
- Biorę na siebie wszystko: przestępstwo, niebezpieczeństwo i odpowiedzialność! - hotelarz był tak
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135