Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

policzki mu płonęły, a z nosa płynęła krew. Nie mógł słowa powiedzieć ani się poruszyć, tylko dłoń ścisnął w kułak. Dopiero po pewnym czasie, kiedy pociąg zaczął zwalniać, podszedł do okna i otworzywszy je, wrzasnął:
- Konduktorze! Tutaj, tutaj! - Turkot kół zagłuszył te słowa.
- Konduktorze, tutaj! - ryknął ponownie, gdy pociąg stanął. Konduktor przybiegł natychmiast.
- Czego pan sobie życzy? - spytał zdyszany.
- Sprowadź pan kierownika pociągu i naczelnika stacji! - Wszyscy trzej niebawem weszli do przedziału.
- Panowie - zwrócił się do nich von Ravenow - muszę prosić o pomoc. Oto moja wizytówka. Jestem hrabia von Ravenow, podporucznik. Napadnięto mnie w tym przedziale.
- Tu? Kto się ośmielił? - zawiadowca był oburzony.
- Ten człowiek! - wskazał na Sępiego Dzioba, który siedział wygodnie i ze spokojem przypatrywał się scenie.
- Ten człowiek? Skąd się wziął w przedziale pierwszej klasy?! Obaj urzędnicy uważnie przyjrzeli się dziwacznemu pasażerowi.
- Jak się pan tu dostał? - zapytał surowym tonem zawiadowca.
- Hm! Wsiadłem - roześmiał


Strony: