Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

dorożki i podał adres gospody „Dwór Magdeburski”. Tutaj także bacznie mu się przyglądano, już sama twarz przykuwała uwagę, cóż dopiero strój staromodnego grajka z ludowego balu maskowego.
Sępi Dziób uśmiechał się tylko z zadowoleniem. Zapytał starszego kelnera:
- Czy mogę dostać pokój?
- Hm. Czy ma pan dokumenty?
- Rozumie się.
- A więc proszę za mną! - Poprowadził dziwacznego gościa przez podwórze, otworzył jakieś drzwi i oznajmił: - Tutaj!
Amerykanin wszedł i rozejrzał się dokoła. Była to ciemna, zadymiona nora. Na oknie stały przybory do czyszczenia obuwia, w kącie skrzynia z narzędziami, a na ścianach wisiała różnoraka odzież. Za stołem siedziało przy wódce kilku mężczyzn i grało w karty.
- Do licha! Co to za dziura? - żachnął się traper.
- Izba dla służby.
- Co ja zamówiłem: pokój czy izbę dla służby? - Starszy kelner uśmiechnął się wzgardliwie.
- Oczywiście pokój. Ale niech mi pan powie, co mam przez to rozumieć?!
- No, w każdym razie nie jaskinię.
- A więc przywykł pan do lepszego mieszkania?
-


Strony: