Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

prędko!
- Za nic na świecie! - wzbraniał się pułkownik. - Jesteśmy...
- Wiem już - przerwał urzędnik. - Natychmiast wysiadać!
- Do wszystkich diabłów - krzyknął von Ravenow. - Czy wie pan, że jestem podporucznik hrabia von Ravenow?!
Urzędnik zmierzył go od stóp do głów i wzruszył ramionami:
- Wygląda pan właśnie na hrabiego! Wychodź pan wreszcie, w przeciwnym razie będę musiał zastosować siłę.
- Ale nasz bagaż... - pułkownik chciał zyskać na czasie.
- Wszystko będzie załatwione. Ludzie, wynosić!
Obaj byli oficerami, nie mogli dłużej się opierać. Zaprowadzono ich na dworzec. Sępi Dziób został przy pociągu z zawiadowcą, który doglądał przenoszenia bagażu.
- Dawno takich gratów nie widziałem! - zaśmiał się jeden z robotników. - Po co wozić ze sobą ten stary puzon?! Co za podziurawiony i pordzewiały grzmot! Wyobrażam sobie, jak to-to ryczy.
- A tu jest worek - zauważył drugi. - Najlepszy dowód, że złowiliśmy łotrzyków. Co za tandeta musi być w środku!
Uważali bagaż Sępiego Dzioba za własność oficerów. Traper nie wyprowadzał ich z


Strony: