Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

się pułkownik. Podporucznik bez słowa wskazał na przybysza. Von Winslow obserwował go przez chwilę. Tymczasem von Ravenow otrząsnął się z osłupienia.
- Pułkowniku, czy wie pan, kto to jest? - szepnął.
- Na pewno ten jegomość, którego straszliwy nos wyglądał z okna specjalnego pociągu.
- To ten łotr! Ten włóczęga, który... Ach, ten policzek!
- Do stu par piorunów! Sądziłem, że aresztowany!
- Zapewne powtórnie uciekł.
- Pociągiem specjalnym?
- Widocznie. Kiedy przybędziemy do najbliższej stacji?
- Za sześć minut. Do Biederitz.
- Tam każemy go aresztować.
- Czy pan się nie myli? Czy to na pewno on?
- Jakże bym mógł nie poznać takiego nosa i puzonu? Pułkownik wypiął dumnie pierś i zwrócił się do Sępiego Dzioba:
- Kim pan jest?
Sępi Dziób nie odpowiadał.
- Kim pan jest? - powtórzył głośniej von Winslow. Znowu nie było odpowiedzi.
- Słyszy pan? Pytałem, kim pan jest!
- Kim jestem? Podróżnym - odparł wreszcie traper z figlarnymuśmieszkiem.
- Chcę znać pana nazwisko.
- Nie mam akurat pod ręką.

Strony: