Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

To zwyczajny włóczęga, wędrowny muzykant! Niech pan posłucha, pułkowniku!
Kiedy von Ravenow opowiadał zdarzenie, von Winslow zawołał:
- Ja bym zakatrupił! Mam nadzieję, że zareagował pan należycie?
- Rozumie się. Łotr siedzi teraz pod kluczem i oczekuje kary.
- Oj, podporuczniku! Ten wypadek nie przynosi panu zaszczytu.
- W pełni zdaję sobie z tego sprawę. Dziwi się pan, że w ogóle o tym opowiadam? Ale jakże inaczej wytłumaczyłbym moją opuchliznę? Diabli wiedzą, kiedy ustąpi.
- Radzę panu zrobić okład z surowego mięsa i to jak najszybciej.
- Skąd je wezmę?
- W Magdeburgu. Za chwilę miniemy ostatnią stację przed tym miastem. W bufecie albo w kuchni znajdzie się na pewno surowe mięso. Ponieważ jesteśmy sami w przedziale, bez skrępowania może je pan przyłożyć do policzków. Do Berlina jeszcze daleko i do tego czasu opuchlizna ustąpi.
Pociąg wjechał na dworzec. Mijały minuty i nie ruszał, choć zgodnie z rozkładem jazdy postój miał być bardzo krótki. Zaintrygowany tym pułkownik otworzył okno.
- Konduktorze - zapytał - dlaczego tak długo stoimy?
-


Strony: