Grobowiec Rodrigandów

Autor: Karol May

Pułkownik zakłopotał się.
- Chyba ma pan rację. Będą ostrożni. Od razu się domyśla, że to walka na śmierć i życie.
- Nie jest pan ze mną szczery. Uważa pan, że ucierpieliśmy na honorze?
- Niestety - jęknął pułkownik.
- Nie zgadzam się z panem. Co znaczy honor? Nie może być, aby honor oficera diabli wzięli, gdy nieopatrznie popełni jakieś głupstwo albo zostanie spoliczkowany! Takie myślenie to przeżytek! - Lekceważąco machnął ręką, ale jego oczy miotały błyskawice gniewu. Sępi Dziób urządził go niezgorzej. Twarz podporucznika spuchła, nos i wargi przybrały brunatnoczerwone zabarwienie. Nie dziw, że Winslow nie poznał go w pierwszej chwili.
- Hm - rzekł pułkownik. - Policzek to rzecz nader poniżająca, jakkolwiek by na to nie patrzeć.
- Każdemu może się przytrafić.
- Chce pan powiedzieć, że szczególny koloryt twarzy zawdzięcza pan...
- A gdyby tak było w istocie?
- Odważono się pana spoliczkować?
- Nawet wiele razy! - roześmiał się nerwowo podporucznik.
- Kto się ośmielił? Mam nadzieję, że był to człowiek honoru.
- Ależ skąd!


Strony: